Wspomnienie o Ojcu

Magiczny świat gór, towarzyszył i otaczał mnie od najmłodszych lat. Jak w kalejdoskopie przewijały się obrazki pierwszych wędrówek górskich, ciepły dotyk skał w Jurze, ostre krawędzie tatrzańskich szczytów i chrzęst alpejskiego śniegu.
Paweł Michalski
wtorek, 31 mar 2026

To najwspanialszy Sylwester w moim życiu Tato – ściśniętym głosem zakomunikowałem z radością. Był przełom roku 2002/2003, a my byliśmy w obozie 3 na Mt. Vinson na Antarktydzie. Temperatura oscylowała w okolicach –30°C, namiot kołysany wiatrem sprzyjał wspomnieniom… Magiczny świat gór, towarzyszył i otaczał mnie od najmłodszych lat. Jak w kalejdoskopie przewijały się obrazki pierwszych wędrówek górskich, ciepły dotyk skał w Jurze, ostre krawędzie tatrzańskich szczytów i chrzęst alpejskiego śniegu.

W domu rodzinnym zawsze panowała „atmosfera górska” wywoływana opowieściami, elementami drobnego sprzętu znajdywanymi na każdym kroku czy treningami, które Tata regularnie odbywał (a do których dołączyłem w pewnym wieku). Czasem wpadali koledzy ze środowiska, snuto plany kolejnych wspinaczek w bliższe i dalsze góry.

Tata pierwszy raz zetknął się z górami w 1937 r., mając 6 lat. To był wypad rodzinny do Zakopanego, uwieńczony wjazdem koleją linową (otwartą rok wcześniej) na Kasprowy Wierch. Wtedy na wpół świadomie, pierwszy raz poczuł magię gór. Dopiero po ciężkich doświadczeniach z okresu II wojny światowej, osiedleniu w Łodzi, nadszedł czas na powrót do dziecięcych marzeń. Najpierw Jura Krakowsko-Częstochowska, następnie Tatry. Każdy wolny czas Tata spędzał w górach, co zaowocowało wieloma świetnymi przejściami latem i zimą. Był w czołówce ówczesnych polskich i europejskich wspinaczy. Naturalną ścieżką rozwoju było sięganie wyżej i dalej: Alpy, Kaukaz, Andy, Atlas, Hindukusz, Karakorum i Himalaje.

Wzmógł się wiatr, namiot targany mocnymi powiewami, wyrwał mnie z zadumy. Wyjrzałem na zewnątrz. Niebo było czyste, ale potężne podmuchy arktycznego wiatru wzbijały tumany śniegu. 1 stycznia 2003 r. nie nastrajał optymistycznie na atak szczytowy. Zgrabiałymi dłońmi zacząłem topić śnieg w maszynce… wróciły wspomnienia. Gwar rozmów, salwy śmiechu grupy krakowskich alpinistów zgromadzonych przy długim stole, w zawsze gościnnym domu państwa Gębarskich w Mendozie. Na tym tle wyróżniał się Tata – skupiony na opowieści cioci Wandy[1] o wspinaczce południową ścianą Aconcagui. Pod koniec lat 70-tych ubiegłego wieku, Tata był u szczytu kariery wspinaczkowej, dostał propozycje wyjazdu na zimową wyprawę na Mount Everest 1979/1980, ale... w tym samym czasie otworzyła się możliwość pracy na kontrakcie w Nigerii, na stanowisku Project Managera w ramach elektryfikacji tego afrykańskiego kraju. Dla naszej pięcioosobowej rodziny, w czasach głębokiego komunizmu, była to szansa na lepsze życie. I tak, na wiele lat, wylądowaliśmy w Zachodniej Afryce. W 1985 r. krakowskie środowisko wspinaczkowe zorganizowało wyprawę jubileuszową na Aconcague, aby uczcić polską wyprawę (i pierwsze wejście przez Lodowiec Polaków) z roku 1934/1935. Cała rodziną, prosto z Afryki, udaliśmy się do Argentyny, a Tata z sukcesem, wziął udział w wyprawie krakowskiej. Dodatkowo, podczas zejścia, ratując życie dwóm Argentyńczykom[2] i przewodnikowi amerykańskiemu (Mike Donahue).

Wiatr nie ustępował, bezkresna biel szczytów Antarktydy była niewzruszona. Było coraz zimniej, a moje myśli wędrowały w poszukiwaniu równowagi termicznej. Dżungla u stóp Carstensz Pyramid[3], duszno, gady i komary oraz niezbyt gościnni autochtoni. Po paru dniach zaczynamy wspinaczkę na szczyt. Ostre jak brzytwa wulkaniczne skały, a trudności dochodzące do poziomu 6a. W pewnym momencie blok skalny wielkości lodówki przelatuje obok nas w odległości kilkudziesięciu centymetrów. Tata, będąc wtedy w wieku 70 lat, zbytnio się sytuacją nie przejął mówiąc z uśmiechem „szczęście sprzyja najlepszym”. Po paru godzinach stanęliśmy na wierzchołku kolejnego szczytu Korony Ziemi.

Podczas wspólnych podróży i wspinaczek, za każdym razem dowiadywałem się czegoś nowego z czasów kiedy polski alpinizm święcił triumfy. Przewijały się osoby i zdarzenia… Gienek Chrobak był wspinaczem kompletnym, Wanda Rutkiewicz niezwykle ciepłym człowiekiem (co sam, jako dziecko, odczułem), Andrzej Zawada – kobieciarzem, a z Maćkiem „Sprężyną” Gryczyńskim (wielokrotnym partnerem wspinaczkowym) dogadywali się bez słów podczas skrajnie trudnych wspinaczek, na nizinach utrzymując sporadyczny kontakt.  

Niezwykłe historie z najdalszych (Kunyang Chhish) i najdzikszych gór (m.in. zdobycie dziewiczego szczytu w Andach Peruwiańskich – Nevado Łódź, 5650m[4]), po relacje z czysto sportowych wspinaczek w rejonie Chamonix. Tata był osobą niezwykle skromną. Nigdy, niezapytany, nie opowiadał o sobie i swoich sukcesach. Posiadając wykształcenie techniczne (Wydział Elektryczny Politechniki Łódzkiej) i biegłą znajomość 5 języków, od wczesnych lat 80-tych ubiegłego wieku, wielokrotnie pracował na kontraktach zagranicą (m.in. Nigeria, Iran, Irak czy Rosja). Zawsze, jednak, w wolnym czasie, szukał kontaktu z górami (m.in. Demawend, Cheekha Dar i in.).Ruszyliśmy w stronę szczytu, krótko po północy 2 stycznia. Pomimo że noc arktyczna jest widna, to miałem wrażenie obcowania z ponurym światem cieni. Przypomniała mi się historia, którą Tata opowiedział mi wiele lat temu o Krzysztofie Berbece, którego dobrze znał i nieraz wspinali się razem. Berbeka po zdobyciu 1300-metrowej, północnej ściany Dent d’Hérens (4171 m n.p.m.) z zespołem i biwaku na szczycie, podczas zejścia miał dwa groźne odpadnięcia. Dzięki udanej akcji ratowniczej, znalazł się w szpitalu w Zurychu. Tata przebywał wtedy w Alpach francuskich i natychmiast odwiedził go w szpitalu, gdzie jak się wydawało, wracał do zdrowia. Niestety Krzysztof zmarł 2 dni później. Tata nie mógł się otrząsnąć po tym wydarzeniu i po powrocie do kraju, zainicjował powstanie Funduszu Berbeki[5].

Niesamowita panorama Gór Ellswortha powitała nas na szczycie. Nikogo w promieniu dziesiątek kilometrów. Cieszyliśmy się jak dzieci, pomimo, że wspinaczka nie była technicznie trudna, ale zimna i logistycznie skomplikowana.

W głowie na zawsze pozostanie mi rada Taty: „Pamiętaj synku, zdobywaj szczyty górskie, naukowe i zawodowe. Osiągaj sukcesy na każdym polu, ale bez względu na wszystko – zawsze bądź człowiekiem”.

 

 

[1] Wanda Rutkiewicz

[3] Szczyt w Górach Śnieżnych na Nowej Gwinei, najwyższy szczyt Indonezji, całej Australii i Oceanii, wysokość 4884 m n.p.m.

[4] XXXX

[5] Fundusz Berbeki został powołany w 1964 roku w celu niesienia pomocy członkom klubów zrzeszonych w Polskim Związku Alpinizmu (PZA), którzy stali się ofiarami wypadków wspinaczkowych i górskich lub ich rodzinom.

 

Biografia górska Jerzego Michalskiego (03.09.1931 – 06.11.2024)

Główne osiągnięcia górskie:

TATRY m.in:

Pierwsze zimowe wejście na Kołowy Szczyt drogą Motyki,

Pierwsze zimowe wejście na Kościelec droga Dziędzięlewicza,

Pierwsze polskie zimowe wejście filarem Ganku,

Poprowadznie nowej  drogi  na zachodniej ścianie Kościelca.

Powyższe drogi przebyto w latach 60-siątych ub. Wieku.

 

ALPY m.in.:

1962 - Drugie przejście Filara Freney na Mt. Blanc,

1963 - Pierwsze zimowe przejście filara les Droites,

1965 - Pierwsze zimowe przejście drogi Contamina na Aiguille Verte,

1968 - Pierwsze, lub drugie zimowe przejście północnej ściany Aiguille Blanche,

 

KAUKAZ m.in.:

1964 - Pierwsze przejście środkiem ściany północnej Mizirgi deogą „przez  Błałajkę”,

1964 - Pierwsze przejście północnym żebrem Kosztan – Tau,

1961 - Szóste przejście, ale pierwsze jednodniowe Szcheldy - Tau drogą "przez Rybę",

1961 - Pierwsze jednodniowe przejście lewą częścią północnej ściany Piku Szczurowskiego.

 

1963- 1966 HINDUKUSZ kilka wejść na szczyty 5 i 6 tysięczne,

1969 ATLAS - Kilka pierwszych zimowych wejść w dolinie Ait Mizan,

1971 KARAKORUM - wyprawa na Kunyang Chhish (7852 m),

1974 ANDY – działalność eksploracyjna w paśmie Cordilliera Yauyos, wejście na kilkanaście szczytów 5 tysięcznych, 8 dziewiczych (w tym Nevado Łódź – 5650 m),

1980 HIMALAJE - wyprawa na Annapurne II (7937 m),

1985 - wejście na Aconcague (6962 m.) wschodnią ścianą, drogą przez Lodowiec Polaków,

2005 - wyprawa na Mount Everest (8848 m) od północy,

2006 - wyprawa na Chou  Oyu (8201 m).

 

Z synem Pawłem wejścia na szczyty Korony Ziemi:

M. Blanc (4807 m), Elbrus (5642 m), Kilimandżaro (5895 m), Aconcague (6962 m), Denali (6164 m), Carstensz Pyramid (4884 m), Górę Kościuszki (2227 m), Mt. Vinson (4897 m)

Był prezesem Koła  Łodzkiegi Klubu Wysokogórskiego, a potem w latach sześćdziesiątych pracował w zarządzie KŁKW. Był organizatorem wypraw w Hindukusz, Himalaje i Andy.

Otrzymał srebrny (1963) i złoty (1971) medal za wybitne osiągnięcia sportowe, w roku 1971 otrzymał też wraz z całą ekipą Puchar Ministra Spraw Zagranicznych „za rozsławianie Polski poza granicami”. Członek honorowy ŁKW i PZA. Otrzymał też honorową odznakę Miasta Łodzi.

Wspinał się głównie z Maciejem Gryczyńskim, ale także z Eugeniuszem Chrobakiem, Markiem Grochowskim, Jackiem Porębą, Janem Stryczyńskim, Ryszardem Szafirskim, Jerzym Warteresiewiczem, Andrzejem Zawadą i synem Pawłem Michalskim oraz z innymi partnerami.

Paweł Michalski

syn Jurka Michalskiego, rocznik 1973, dr inż., adiunkt na uczelni wyższej. Alpinista i himalaista, organizator i uczestnik kilkudziesięciu wypraw w góry na wszystkich kontynentach. Zdobywca 6 szczytów ośmiotysięcznych: Manaslu, Broad  Peak, Gasherbrum I, Gasherbrum II, Cho Oyu oraz Nanga Parbat North (pierwsze polskie wejście). Członek Łódzkiego Klubu Wysokogórskiego. Autor książki pt. "Projekt ekspedycyjny. Ujęcie logistyczne", Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 2021.