Lista biegów górskich w Alpach
Skrót UTMB oznacza Ultra-Trail du Mont-Blanc. Jest uważany za jeden z najtrudniejszych ultramaratonów biegowych w Europie. Trasa liczy 172 km i biegnie wokół masywu Mont Blanc przez terytorium Francji, Włoch i Szwajcarii, a suma przewyższeń wynosi 10000 metrów. Start i meta znajdują się w miejscowości Chamonix u podnóża Mont Blanc. W zawodach startuje ponad 2500 biegaczy z kilkudziesięciu państw z całego świata. Zwykle około 30-40% zawodników nie dociera do mety.
W tym biegu startowałem dwukrotnie:
31.08-2.09, 2018 r. – czas 41 godz. 46 min., miejsce 957 na 1779 finiszerów. W Szwajcarii w La Fouly na 111. km złapał mnie ostry kryzys – przez kolejne 8 godzin nie mogłem jeść ani pić i w tym stanie przebyłem ponad 40 km docierając do Vallorcine we Francji, gdzie niespodziewanie całkowicie odzyskałem siły.
27-29.08, 2021 r. – czas 44 godz. 30 min. (trasa nieco dłuższa niż w 2018 r.), miejsce 1137 na 1520 finiszerów. Tym razem bez większych kryzysów, ale nieco wolniej niż w 2018 r.
Eiger Ultra-Trail E250: moje życiowe osiągnięcie w biegach górskich. Trasa o długości 256 km z sumą przewyższeń 18000 metrów, bez oznakowania, a w związku z tym z koniecznością samodzielnego nawigowania w nieznanym dla mnie terenie. Duże trudności techniczne jak na bieg górski – fragmenty typu Orla Perć. Mała liczba punktów odżywczych – odległości między kolejnymi punktami czasami przekraczały 30 km.
Z E250 zmagałem się w 2022 r. od 8:00, 13.07 do 4:16, 16.07. Czas 92 godz. 16 min., miejsce 79 na 85. W trakcie biegu spałem łącznie ok. 2 godz. i 40 min. – głównie w serii 15 minutowych drzemek, na ogół bezpośrednio na ziemi. Temperatura w dolinach w ciągu dnia przekraczała 30 stopni, toteż przy każdej okazji zanurzałem głowę w wodzie, w tym w krowich korytach (przepraszam szwajcarskie krowy za rozpychanie się między nimi). Czwartej nocy biegu, zapewne z powodu braku snu, straciłem poczucie gdzie jestem, ale gdy mój partner na 12 km przed metą zaczął mnie prosić, abym wystrzelił ratunkową racę, gdyż nie ma już sił, natychmiast otrzeźwiałem i spowodowałem, że jednak szczęśliwie dobrnęliśmy do mety.
Mój ostatni bieg – Eiger Ultra-Trail E101, 19.07.2025 r. Miało być 101 km, ale z powodu burzy skrócono trasę do 70 km, a suma przewyższeń wyniosła 4500 metrów. Czas 14 godz. 22 min., co dało mi miejsce 520 na 620, ale wygrałem w mojej kategorii wiekowej. Gdy wstępowałem na podium, podekscytowany spiker mówił, że to niewiarygodne iż tak stary człowiek był w stanie skończyć ten bieg. Rzeczywiście, okazałem się być najstarszym finiszerem tych zawodów.
Ultramaratony rowerowe
Baltic Bike Challenge 6-9.05.2023 r., 710 km – od Świnoujścia do Krynicy Morskiej wzdłuż wybrzeża Bałtyku, czas 67 godz. 7 min., miejsce 72 na 139 startujących. Tu po raz pierwszy przekonałem się, że można zasnąć podczas jazdy na rowerze: zdarzyło mi się to trzykrotnie podczas trzeciej nocy, szczęśliwie budząc się w krzakach, a nie na drzewie. Z powodu minimalistycznego ubrania nie mogłem uciąć sobie drzemki, gdyż temperatura w nocy spadła w okolicy zera. To był mój pierwszy w życiu wyścig rowerowy.
Bałtyk-Bieszczady Gravel Tour, 3-8.08.2023 r., 1250 km – od Świnoujścia do Ustrzyk Górnych w większości w terenie, suma przewyższeń ponad 8000 metrów, czas 138 godz. 5 min., miejsce 35 na 61 startujących. Wyścig odbył się w fatalnych warunkach pogodowych – liczne burze i ulewy. Jednak w stosunku do biegów górskich było komfortowo: drzemki ucinałem sobie nie na ziemi, lecz w wiatach przystanków autobusowych. Którejś nocy o 2:00, gdzieś w Polsce centralnej, podczas kolejnej ulewy zainteresował się mną patrol policji oferując pomoc, gdyż dostałem dreszczy z powodu przemoczenia. Gdy wyjaśniłem, że muszę dalej jechać, bo uczestniczę w wyścigu ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych, usłyszałem: „Chłopie, masz jaja ze stali”.
Baltic Bike Challenge, 11-13.05.2024 r., 700 km – trasa lekko zmieniona w stosunku do tej z 2023 r., czas 59 godz. 36 min., miejsce 71 na 138 startujących.
Baltic Bike Challenge, 10-11.05.2025 r., 525 km – po Mierzei Wiślanej i Wysoczyźnie Elbląskiej (nie było trasy 700 km). Czas 34 godz. 11 min., miejsce 39 na 144 startujących, 2. miejsce na 13 w kategorii wiekowej 55+. Jechałem z synem Ignacym – w kategorii drużyn zajęliśmy 4. miejsce na 23 ze stratą 3 minut do trzeciej drużyny.
Maraton Północ-Południe, 6-8.09.2025 r., 1009 km – z Helu na Głodówkę (przejechałem 1040 km wraz z dojazdem na start i kilkoma zbłądzeniami na trasie). Czas 59 godz. 28 min. przy limicie 72 godz., miejsce 49 na 196 startujących. To był mój pierwszy wyścig na rowerze szosowym. Jak ostrzegał organizator (co mnie jednak nie zniechęciło), „MPP to nie jest impreza dla każdego, pomimo iż każdy może się zapisać. Ultraklasyk z mocną górską końcówką”. Rzeczywiście, suma wzniesień do pokonania wyniosła prawie 11000 m, z tego 4500 m na ostatnich 130 km, gdy mieliśmy już w nogach przejechane 880 km. Po drugiej nocy wyścigu do mety brakowało mi już tylko 140 km i naiwnie myślałem, że dojadę do końca około południa. Sadystyczny organizator wyścigu przygotował nam jednak na koniec niespodziankę: na ostatnim odcinku mieliśmy do pokonania najtrudniejsze podjazdy w Beskidzie Wyspowym, a potem jeszcze podjazdy w Gorcach i na Podhalu. Te ostatnie były mi dobrze znane, ale te w Beskidzie Wyspowym były najcięższe jakie kiedykolwiek pokonywałem. Na jednym z nich, z powodu stromizny zeskoczyłem z roweru i próbowałem iść po asfalcie w butach kolarskich, ale po dwóch krokach ześlizgnąłem się wracając do punktu startu, więc resztę podjazdu pokonałem idąc poboczem i tocząc rower po asfalcie. Z kolei na zjazdach musiałem zejść z siodełka i zawisnąć nad tylnym kołem, by nie przelecieć przez kierownicę. W rezultacie na metę dotarłem o 20:28 jadąc przez kilka ostatnich godzin w deszczu, który zresztą towarzyszył nam przez większą część wyścigu. W ciągu 66 godzin – od soboty, 5:30 do poniedziałku, 23:30 – przespałem 15 minut położywszy się na mokrej trawie pod koniec drugiej nocy.
Czytaj też: Pozanaukowe pasje naukowców PŁ - prof. Jacek Jachymski